NOTATNIK [..by lulu]

Wrzesień 9, 2010

Compal FL90 – najdoskonalsza na świecie maszyna do podnoszenia ciśnienia

Filed under: Ogólne — lulu1984 @ 5:31 pm

Compal FL90 – najdoskonalsza na świecie maszyna do podnoszenia ciśnienia.

Producenci zadbali o to, żeby osoba korzystająca z laptopa powoli popadała w coraz cięższe choroby nerwowe – począwszy od nerwicy, przez rwanie włosów z głowy, aż do maniakalnych wizji asteriksa i obeliksa w niedwuznacznej pozycji. To nic, że ma super’szybko’zapierdzielający procesor oraz hiper’duper’renderującą kartę graficzną (którą zresztą i tak zmieniłem, ale o tym za chwilę), to wszystko brednie i blednie. Blednie w obliczu sadyzmu twórców, który wyziera z każdego zakamarka tej kupy elektronicznego złomu.

Mówią, że dobre złego początki. Tutaj były złe jeszcze gorszego początki. Pierwszy zgrzyt to moduł wifi. Oczywiście musiałem dokupić, bo sprzedawca twierdził, że jest na wyposażeniu (“Oj nie wiedziałem”). Od czasu do czasu system podczas ładowania zawieszał się tak, że zwykły reboot nie wystarczał. Co trzeba było zrobić? Oczywiście – rozkręcić laptopa, wyciągnąć moduł, włączyć laptopa, poczekać aż załaduje się system, wyłączyć laptopa, włożyć moduł i włączyć.

Czyż to nie piękne?

Druga, jakże relaksująca sytuacja nastąpiła, kiedy pewnego pięknego dnia moja siostra po skończeniu oglądania prison breaka na tym pomiocie szatana (Nie czytała instrukcji, a przecież było napisane pogrubionym tekstem, że absolutnie nie można oglądać prison breaka) wyłączyła go i odłożyła na biurko. Przychodzę sobie i co? Nie ma obrazu. “Pewnie zaciął się wyłącznik matrycy”. Oczywiście, że nie. Producent wiedział, że seria GF 8600 GT przegrzewała się, wywalając na ekran artefakty, w części przypadków paliła się. Oczywiście, trafiłem na model który się spalił.

Oczywiście, musiało się to stać zaraz przed sesją, kiedy laptop mi był najbardziej potrzebny: 2:0 dla Compal Electronics Inc.
Na tym się nie skończyło, o nie. Zawsze kusi, żeby kopnąć leżącego, just for fun. Pominę historię jeżdżenia x km do sprzedawcy, bo na kurierze bym zbankrutował. Sprzedawca wysłał laptopa do hurtownika, który powinien wymienić sprzęt na sprawny lub naprawić, i co? Jajco. Frugo. Śmigło. Wiadro. Dżi Aj Dżo.

Odmowa serwisu. Dlaczego?

BO JAKIŚ PSYCHOPATYCZNY SADYSTA, DOLEWAJĄCY LUDZIOM WODY PO GOLENIU DO HERBATY, NAKLEJKĘ Z NUMEREM SERYJNYM – JEDYNĄ PODSTAWĘ GWARANCJI – NALEPIŁ NA SPÓD LAPTOPA, PRZEZ CO STARŁA SIĘ OD NORMALNEGO UŻYTKOWANIA!

Pomijam jakość nalepki, której wydruk blednął po przejechaniu palcem.
Nieważne, że sprzedawca zamawia sprzęt tylko od tego hurtownika. Nieważne, że ma wszystkie faktury i rachunki. Nieważne, że oddałem laptopa w oryginalnym pudle. Nawet zachowałem wszystkie folie, jednak powinienem był pojechać do Tajwanu i udusić owymi foliami wszystkich tych niedorobionych ryżojadów z Compala.

Skończyło się na tym, że musiałem kupić ciulatą kartę (Radeon X300), bo fabrycznie nowa 8600 GT kosztowała ok. 800zł. (Sprawne używane były niedostępne, a zgwałcone przez chomika i zregenerowane nie były najlepszym pomysłem).

Od tego czasu było już tylko coraz gorzej – wieszanie się i bluescreeny to niemalże codzienność. Złość narastała z dnia na dzień. Popadałem w depresję, alkoholizm, nikotynizm, narkomanizm. Nie przeżyłem ani jednego popołudnia bez sztachnięcia się przyprawą ostrą do grilla. Jedyne dni, kiedy laptop się nie wieszał, to te, w których rysowałem w notepadzie, moja siostra malowała się w paincie albo nie włączałem go i skrapiałem wodą święconą.

Ostatniego dnia żywotu tegoż nieszczęsnego urządzenia, ironicznie nazwanego komputerem osobistym (osobiście mnie wyprowadzał z równowagi), postanowiłem sobie pograć w wormsy. Pierwsze 10 sekund rundy – zawiecha.. Fuck.. Drugie podejście. 15 sekund i zwis. Zaraz… Przecież to jest gra z 2001 roku, dzisiejsze kalkulatory z rysowaniem cosinusów i innych bzdetów obsłużyłyby tę gierkę. Może to kwestia chłodzenia?

Ustawiłem !@#$% (zużyłem wszystkie cenzuralne określenia na to…coś) na podkładce chłodzącej. 10 sekund… 15 sekund… “no, powinno być git” pomyślałem. I dokładnie w tym momencie, gdy ta myśl dotarła do przedsionka piekieł czyli Compala, sadystyczni producenci aktywowali “zawiechę na żądanie”.

Zawiesił się. Ciśnienie skoczyło do 250, uniesiony hate’em i rage’em (miłością i pokojem) wykorzystałem całą siłę, aby dobić dziada. Zakończyć jego marną egzystencję tu i teraz. Krążą plotki, że fala uderzeniowa, jaka wytworzyła się w przypływie nienawiści doszła do Poznania. GIŃ!! UMRZYJ!! SZCZEŹNIJ!! DIE BITCH!! умерай!! uff…

Próbuję włączyć. Bios się ładuje, ale nie idzie dalej…poszedł. CO?! WSZYSTKO DZIAŁA OPRÓCZ DYSKU?!

Miarka się przebrała.

Co to znaczy “wybór jego losu”?

Ano, ni mniej ni więcej, tylko możesz się teraz pobawić w cezara i wg własnego widzi’gumisię pokazać kciuk w dół lub w górę. Ew. środkowy palec.

Opcja 1)

Kciuk w górę.

Kupisz ode mnie tego laptopa, ja się na nim ładnie podpiszę, zapakuję w folię bąbelkową (jakby faktycznie mu coś mogło się więcej stać) i przywiozę osobiście pod Twój dom ubrany w strój klauna i maskę przeciwgazową. Potem możesz zrobić z nim co chcesz. Możesz go karmić, wyprowadzać na spacery, albo po prostu ustawić jako trofeum z podpisem “Tak, jestem dobrym człowiekiem, który pomógł Koyotowi (mi) dozbierać na nowego laptopa i oszczędził mu masę stresu przez co uratował mu co najmniej 30 lat życia”

Opcja 2)

Kciuk w dół. Aż po samo piekło.

Rozwałka, miazga, najprymitywniejsze instynkty się odzywają. Zniszczyć, spalić, rozwalić, rozedrzeć, rozciąć. Just name it. Zrobię cokolwiek co doprowadzi do całkowitej destrukcji tego laptopa. Wyrzucę przez okno, przejadę autem, będę walił młotkiem, siekierą, cegłówką, kotem sąsiadki (o ile go złapię), głową, rozetnę piłą, spalę, jeszcze raz przejadę, zadźgam śrubokrętem, różowym grzebieniem, wywiercę w nim otwory, wykonam jakckhammera (chwyt wrestlingowy), puszczę mu Feela, Dodę i blog 27. Na końcu wyrecytuję mu księge Ezekiela, rozdział 25, werset 17 oraz zwyzywam jego matkę. Po czym oddam strzał wprost w matrycę.

Przyszły nabywco!

- Jeśli już decydujesz się na compala, zadbaj o to, by w ciągu pierwszych kilku dni laptop był sprawdzony gruntownie w każdych warunkach i z każdym oprogramowaniem.

- Jeśli jakimś cudem nie wybuchnął zostawiając po sobie atomowy grzybek

ZALEP TĘ CHOLERNĄ NAKLEJKĘ Z NUMEREM SERYJNYM TAŚMĄ PRZEZROCZYSTĄ.

Uwierzcie mi, że jak nie nosicie jedwabnych spodni, to nawet nie zorientujecie się, kiedy numer seryjny zniknął.

- Zamknij sprzedawcę w piwnicy. Tak dla pewności

[AllegroFun]

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.